Ślub i wesele polsko-angielskie w Pałacu Jabłonna koło Warszawy

O mały włos a nie fotografowałbym ślubu i wesela Adriany i Michaela. Zapytanie ofertowe Adriany nieoczekiwanie przeleżało dwa tygodnie w spamie. Ech… Technologia potrafi niestety płakać figle. Całe szczęście Adriana i Michael okazali się bardzo cierpliwi i nie szukali innego fotografa. Cudnie! Zapowiadała się wspaniała uroczystość z międzynarodowym towarzystwem i ślubem plenerowym w Pałacu Jabłonna koło Warszawy. Mieszanka kulturowa na weselu to gwarancja przyjemnej atmosfery, mnóstwa uśmiechu i fantastycznej zabawy. Zagraniczni goście bez wyjątku świetnie bawią się na polskich uroczystościach. Najwyraźniej podoba im się egzotyka naszych wesel. Tak, egzotyka! Polskie wesela różnią się bowiem znacząco od typowych przyjęć w zachodniej Europie. Więcej jest tańców, zabaw i… mocniejszych trunków. I to wszystko do białego rana.

Pałac Jabłonna koło Warszawy – idealny na ślub w stylu klasycznym

Uroczystość miała miejsce w XVIII-wiecznym Pałacu w Jabłonnie koło Warszawy. Jeśli marzysz o niezapomnianym ślubie i weselu w stylu klasycznym, Pałac Jabłonna jest świetnym wyborem. Położony jest ledwie 20 km od centrum Warszawy. Odrestaurowane wnętrza sal z XVIII-wiecznymi obrazami i stylowymi meblami nadają miejscu spójny charakter i klimat zeszłej epoki. W części centralnej mieści się okrągła sala Balowa, w której odbywają się uroczystości zaślubin i zabawa taneczna. W pozostałych trzech salach: Mauretańskiej, Kominkowej i Pompejańskiej znajdują się stoły, bufet i strefa relaksu. Wielkim walorem Pałacu Jabłonna jest zabytkowy, rozległy park w stylu angielskim, w pełni dostępny dla gości weselnych. W parku możecie przyjąć życzenia od gości, wykonać zdjęcia rodzinne czy sesję ślubną. Jest to też znakomite miejsce na tzw. strefę chillout’u, czyli przestrzeń do rozmowy i wytchnienia od hucznego wesela. Tuż obok pałacu znajduje się zabytkowy budynek hotelowy. Stylizowane na XVIII w. pokoje docenią nie tylko przyjezdni goście, ale też Pary Młode, które pragną się przygotować do ślubu blisko pałacu.

Polsko-angielski ślub, czyli dobra zabawa już od rana

Wspominałem Wam już, że zagraniczni goście świetnie się czują na polskich weselach? Zdjęcia rozpoczynam wcześnie, na trzy godziny przed ceremonią. Anglicy bawią się już w najlepsze. Stoły uginają się od kufli piwa. Nic dziwnego, że migawka strzela jak szalona. Ależ ja lubię tę robotę. Adriana szykuje się w pokoju hotelowym. Świadkowa zapina suknię. Zbliża się godzina ceremonii a procedura zapinania wydaje się nie mieć końca. Niestety świadkowa po długim boju poległa w walce z guzikami i pętelkami. Przeszkoda okazały się zbyt długie paznokcie. Robi się lekko nerwowo. Trzeba odłożyć aparat i ratować sytuację.

Zwykle śluby poza urzędem stanu cywilnego odbywają się w plenerze. Adriana i Michael wybrali jednak stylowe wnętrza sali balowej Pałacu Jabłonna – miejsce piękne, przestronne i dobrze oświetlone. First look ma miejsce podczas uroczystości. Jedno ciepłe spojrzenie Michaela i cała nerwowość ulatnia się z Adriany. Wiecie jaki jest dodatkowy walor ślubu cywilnego pary, pochodzącej z różnych krajów? Ceremonia trwa dwa razy dłużej. To oznacza reportaż ślubny bogatszy o liczbę zdjęć, uchwyconych uśmiechów, gestów czy wzruszeń. Jest też czas, aby pobiec schodami pod strop pałacu i sfotografować ceremonię z góry. Po ceremonii zaślubin wychodzimy przed pałac na teren parku. Gotowi? Raz, dwa, trzy i… setki płatków róż leci w stronę pary młodej. Jest moc. Po życzeniach nadszedł czas zdjęć grupowych. To ważny element ślubów angielskich. Oprócz tradycyjnych zdjęć z najbliższymi powstaje kilka bardziej szalonych fotografii. Okazuje się, że Michael, jego ojciec oraz świadkowie są fanami Marvela. Nie brakuje więc marvelowskich akcentów w postaci spinek do mankietów czy też… miniaturki Iron Man’a wydobywającego się z tortu.

Wesele w pałacu i szaleństwa do białego rana

Piękną tradycją angielskich wesel są osobiste i poruszające przemowy: taty panny młodej, pana młodego oraz świadków. Podczas przemówień potrafią się również spełnić… marzenia. Michael otrzymuje od świadka prezent. W środku pakunku znajduje się szkocki kilt – skryte marzenie Michaela. Po posiłku i przemówieniach nadchodzi czas tańców. Imprezę rozkręca DJ Kuba Krawczyk, fenomenalny gość, najlepszy DJ na wesele. Kuba za konsolą to gwarancja szaleństwa na parkiecie. W pewnym momencie podczas fotografowania wygibasów Michael zaprasza mnie na zewnątrz przed pałac. Wraz z tatą i świadkami palą cygaro. I chyba robią to po raz pierwszy, bo nikt za bardzo nie wie, co z tym draństwem robić. Zapraszają mnie do grona i wręczają cygaro. Udaję eksperta, ale szybko zostaję zdemaskowany przez atak kaszlu. Nadchodzi czas oczepin. Naprawdę miło patrzeć na ekscytację zagranicznych gości najprostszymi, tradycyjnymi zabawami oczepinowymi. Jak już coś robić, to na całego. Szaleństwa nie skończyły się na oczepinach. Jakiś czas po weselu spotkałem Kubę i wspominaliśmy uroczystość Adriany i Michaela. Kuba stwierdził: „Michał, nawet sobie nie wyobrażasz, co się działo po oczepinach! To jedno z trzech najbardziej szalonych wesel, jakie prowadziłem. Hmmm… w sumie może dobrze, że nie zostałeś do końca. To co się działo, nie nadawało się na zdjęcia.” Po takiej uwadze, nieco żałuję.

 

Dodaj komentarz

Proszę poprawić formularz